PARIS HILTON – PARIS (2006)

Choroba mnie zabrała, więc mam czas by opisać kolejny album. Płyta która przyszła wraz z Victorią Beckham, oczekiwanie było równe poprzedniej płycie.

Ah! Paris! Celebrytka, którą nie łatwo nie znać. Znana z tego, że jest znana, że jest pierwszą influecentką, modelką, aktorką (widziałem chyba jeden film – Dom Woskowych Ciał), piosenkarką, wnuczką Hiltona (sieć hoteli), projektantką mody a teraz DJ.
Paris nie daje o sobie zapomnieć, a gdy się myślało, że trochę ucichło o niej, to ona jak feniks wydaje dokument o sobie z YouTube. Film polecam, pokazuję ją trochę z innej strony. Nie jest taka słodka, plastikowa, na jaką się kreuje.

W 2006r postanowiła zostać piosenkarką, choć do dziś nie wyruszyła w trasę, a żadnych live nie znajdziemy w sieci, to całkiem nieźle jej poszło.
Pomysłów na jej płytę trochę było, sama się chwaliła w wywiadach jaki ma być i czego to ma na nim nie być, był nawet singiel wybrany. Wszystko się zmieniło, gdy spotkała swojego producenta płyty i zachciała iść w kierunku “Turn It Up” (Drugi singiel, a miał być pierwszym), a nie w kierunku na jakim wcześniej pracowała – hip hop / rn’b, ale płyta…. Właśnie, według mnie ma tyle samo co z wyżej wymienionych gatunków jak i z popu.

Album zaczynamy właśnie mocnym rytmem i słyszymy “Turn It Up”, następnie słyszymy moją perełkę na tym albumie – Fightin ‘Over Me. Gdyby to było singiel… O mój Boże! Pewnie nie słyszeliście więc musicie nadrobić! Utwór nagrany z raperami, nie mam pojęcia zielonego kto to, więc nie będę się rozpisywać na ich temat. Nagle wchodzimy z kolejnym utworem do krainy słodkości – jej głos i ten bit to mieszanka na rzyganko żelkami. Pierwszy singiel, który tez odniósł największy sukces – Stars Are Blind, kto nie zna? Znacie… Stacje muzyczne u nas kochały ten utwór, jak i kolejny utrzymany w podobnej stylistyce – Nothing in This World. Tak, to ten teledysk, z kibelkiem i głową w nim jakiegoś chłopaka. Lista singli się kończy, a szkoda, bo niektóre piosenki zasługują na promocje. W sumie tak słuchając teraz, to każdy utwór jakoś dałby rade.
Jealousy – chwytliwy refren, ciekawy bit.  I Want You – Piosenka podobna w sumie do dwóch ostatnich singli.
Na albumie nawet znalazła się jedna ballada, która najmniej mi przypadła do gustu, aczkolwiek nie jest tragiczna, super wpasuje się w album. Piosenką Hearbeat, możecie zmiękczyć serduszko drugiej połowie, po kłótni.. Ostatnia piosenka i moja druga perełka oraz idealny utwór jaki Paris mogła coverować to Do Ya Think I’m Sexy, który w oryginale znacie od Roda Stewarta. Jej seksowny akcent, który utrzymuje się przez cały album idealnie brzmi na ostatnim kawałku.

Dla mnie mało ważne, czy ona umie śpiewać czy też wydanie albumu był jej kolejnym biznesem, ale wykonali kawał dobrej roboty. Jestem pewny, że gdyby ten sam materiał nagrała wtedy Britney, okazał by się większym sukcesem a tak ludzie zniechęcili się, bo to tylko Parisowa, ona tam przecież śpiewać nie umie! Co to kogo obchodzi, ważne ze wpada w ucho!
Płyta jest dla mnie dobra, ba, nawet bardzo dobra, nie wynudziłem się. Żadnego kawałka nie przewijam. Przypomina mi trochę twórczość Hilary Duff z tego okresu, ale tu muszę przyznać ze Paris lepiej według mnie wyszło. Sorry Duff.

🐥🐥🐥🐥🐣 na pięć kaczuszek (moja skala oceniania) proszę nie mylić z inną kaczką,  która rozwala cały naród🙈

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Powrót do góry