THE PUSSYCAT DOLLS – PCD (2005)

Miał oto przed wami zespół z 525 6 5 członkiniami. Ha! Pussycat Dolls! Czyli nowa wersja Spice Girls – bardziej ostra, nowocześniejsza i z jedną utalentowaną dziewczyną?
Historia zespołu sięga dalekich lat, najpierw był taniec i inne członkinie w tym chociażby Christina Applegate, w której to garażu robiły sobie próby taneczne, ale my przenosimy się o jakieś 10 lat i idziemy do momentu wydania PCD, czyli debiutanckiego albumu zespołu.
Album został wydany we wrześniu 2005r, czyli no sporo lat temu a muszę powiedzieć ze piosenki z tego krążka do dziś lecą w radio, przynajmniej w Niderlandach. Był promowany aż 6 singlami, które były przebojami, mniejszymi czy większymi ale dały grupie rozpoznawalność. Warto jeszcze zaznaczyć że producentem jest Timbaland, ten który stoi za sukcesami chociażby mojej kochanej Nelly Furtado (Nelly, pamiętamy o Tobie). Do września 2006r sprzedano ponad 5 milionów kopii.

Pierwszym kawałkiem na albumie jak i pierwszym singlem jest “Don’t Cha” z Busta Rhymes, który jest najbardziej popularnym kawałkiem zespołu, jest też jednym najlepiej sprzedających się singli wszechczasów. Nie ma co się dziwić, kojarzycie teledysk? 6 seksownych kobiet które się wyginają i przy okazji śpiewają, a przepraszam jedna śpiewa – Nicole.  To jest zagadka zespołu, dlaczego na tyle wokalistek śpiewa tylko jedna, reszta również ma jakieś partie, ale w skali albumu może mają po 10-15 sekund solówek. Nie ma co się oszukiwać,  Nicole ma potężny głos i bez niej ten zespół pewnie nie odniósł by sukcesów, tak jak ona w sumie bez tego zespołu, co jest jeszcze bardziej zastanawiające, proszę niech ktoś wyjaśni. Nicole wydała solowe albumy, ale w porównaniu do sukcesu zespołu wychodzi marnie, a głos ma jak dzwon i jest to moim zdaniem jedna z zmarnowanych Artystek na świecie. Wracając do piosenki, myślę że nie można jej lubić, aczkolwiek wole drugi kawałek “Beep“, który był trzecim singlem, tam udziela się również raper, ale teraz pora na Will.I.Am, który swego czasu czego się nie dotknął robił z tego złoto. Pamiętam jak już minęła era na Spice Girls, trochę podrośliśmy z kuzynką i przyszła pora na udawanie PCD i właśnie przy tej piosence byłem Nicole a ona była Melody i się nieźle wkurzała bo tylko tańczyła gdzieś tam z tyłu To jest zdecydowanie moja ulubiona piosenka z tego albumu, może też dlatego że wywołuje mile wspomnienia. Drugim singlem była ballada “Stickwitu“, ballada jak ballada, słyszymy tylko Nicole i gdzieś tam w chórkach resztę, nawet nie wiem jak im do końca na imię. Wydać chciała ten utwór jako singiel sama Nicole, gdy twierdziła że inaczej ludzie spostrzegą zespół. Czwartym singiel był kolejny wielki hit zespołu, nagrany wraz z Snoop Dogiem, czyli “Buttons“. Tutaj podoba Mi się zabawa wokalem Nicole, nie wiem czy zwróciliście uwagę? W tle słyszymy wokalizy Melody, zespół się rozkręca . Piątym singlem i z różowym teledyskiem w wannie była piosenka “I Don’t Need a Men“, kolejna taneczna propozycja od zespołu, kolejny hit, co prawda mniejszy ale nadal hit. Kolejnym i ostatnim singlem była piosenka “Wait a Minute” z Timbalendem, piosenkę najmniej lubię, ale jak leci to i tak z chęcią słucham W ten sposób opisałem pierwszych 6 piosenek na albumie, potem mamy klubową wersje piosenki “Hot Stuff (i want you back)” którą w oryginale śpiewa Donny Summer. Piosenka pewnie by sobie również poradziła na klubowych listach przebojów. Druga połowa albumu czyli od 7 kawałka do końca jest czymś innym niż to co znamy z singli. Nie jest to taneczny pop, czy RNB a swing czy musicalowa? nie wiem do końca jak ocenić tą połowę, która w sumie składa się głównie z covereów. Nigdy bym nie powiedział że “Don’t Cha” jest razem na krążku z “Right Now“. kosmos, serio.

Podsumowując: Album musimy dzielić na dwie części od tej popularnej, tanecznej, mocnej – czyli kawałki od 1 – 7 i tą musicalową, potężnej wokalnie czyli od 8 – 13. Myślę że każdy coś znajdzie dla siebie, ale jak chcesz potańczyć to wyłącz album po siódmym kawałku, jeżeli chcesz sobie postrzelać kciukami i pośpiewywać włącz od ósmego kawałka. Całość tworzy dość dziwną mieszankę, nie do przyjęcia na jeden raz Na albumie mamy mnóstwo głosu Nicole i jest to mega plus, bo dziewczyna ma głos niesamowity, ale reszta dziewczyn w tym wydaniu nie odstaje od niej a ich solowe partie czy wokalizy pasują idealnie. Do samego albumu warto wracać czy do dziewczyn, które reaktywowały działalność po 10 latach.

🐥🐥🐥🐥 na pięć kaczuszek (moja skala oceniania)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Powrót do góry