JUSTYNA STECZKOWSKA – XV (2012)

Siedząc w domu zastanawiałem się co mogę dziś opisać. Wszystkie płyty które przeszły mi przez dłonie wydawały się nudne i nie miałem pomysłu na nie. Patrzyłem kilka razy na “XV” ale coś mnie blokowało, po chwili mój wzrok znów sięgał po Justynę. Gdy chwyciłem do dłoni i odpaliłem na swoim oldschoolowym urządzeniu od razu wiedziałem że to był dobry wybór by wam dzisiaj te dzieło przybliżyć.

Płyta wyszła w 2012 na 15-lecie istnienia Justyny w muzyce. Nie jest to “best of” dlatego że piosenki otrzymały całkiem nowe – inne brzmienie. Pierwsza cześć albumu czyli “X” zaczyna się od mocnego “Skłam” piosenka w tym wydaniu jest dla mnie fenomenalna i chciałbym aż iść na koncert Justyny by móc to usłyszeć na żywo. Justyna przez cały okres kariery zaskakiwała, nigdy nie miała żadnego obranego schematu muzyki której tworzy. Nigdy nie można było się spodziewać powtórki w jej muzycznym dorobku, podobnie jest tutaj. Wyczytałem że jest to powrót do jej początków i poniekąd się zgodzę. “Myte dusze” nie odbiega od pierwszego utworu i również jest dobre, ale nie do końca dla mnie. “Za Kare” brzmi na pewno lepiej niż oryginał, zresztą te zjawisko występuje często na tym albumie. Za muzykę do tego utworu odpowiada sama wokalistka i z czego jestem zadowolony, bowiem szanuje Artystów którzy mają taki wkład w swoją twórczość. Tutaj szybko przy okazji wspomnę o wspaniałym wykonaniu samego albumu. Są piękne zdjęcia, widać podział między “X” a “V” o którym wspomnę na końcu. Justynie nie można zarzucić niczego jeżeli chodzi o jej bycie, na prawdę. Nawet zdjęcia wykonane i użyte do tego albumu robią genialną robotę. Kolejny utwór “To Mój Czas” który jest z albumu o takim samym tytule, niestety album został średnio przyjęty przez krytyków, nazywając go “średniej klasy popem”. Tutaj w piosence za tekst oraz muzykę odpowiada Justyna. Gdyby wyżej wymieniony album brzmiał tak jak ta wersja piosenki to jestem pewien sukcesu, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Kocham wokalizy a uwierzcie że na tym albumie jest ich sporo i przez to jestem w siódmym niebie. “Kosmiczna Rewolucja” jest to jedna póki co z najmocniejszych propozycji. Za samą muzykę tutaj znowu odpowiada Justyna. Melodia w tym utworze zaskakuje, wyczytałem na Wikipedii że ta cześć jest triphopowa i trochę wątpiłem, ale ten utwór udowadnia że ktoś wiedział co piszę. Uwielbiam też zabawę wokalem u Steczkowskiej. Jest ona bardzo dobrze świadoma co posiada, wykorzystuje to na maksa i jest w tym genialna. Ciąg dalszy mocnego brzmienia w “Boskie Buenos” Tutaj dodano trochę saksofonów. Jak dla mnie wersja jest nieporównywalnie dobra w stosunku do oryginału. Oczywiście pierwotna wersja Maanamu jest legendą, ale w brzmieniu Justyny brzmi jeszcze lepiej. Tutaj tylko delikatnie wspomnę, że z tym utworem Artystka wygrała “Szanse na sukces” i zaczęła się jej wielka kariera. “Kryminalna Miłość”  które trwa aż 6 minut (!) nie odbiega od reszty i jest również dobre. Tutaj wchodzimy trochę z muzyką klubową i również jest się nad czym zachwycać. “Tatuuj Mnie” powraca do mocnego, rockowego brzmienia. Autorzy nowych aranżacji zrobili genialną robotę. Oryginalnej wersji nie lubię, ale ta jest naprawdę dobra! Najbardziej spodobały mi się demoniczne chórki, serio, musicie posłuchać by wiedzieć o czym biadolę Przy ostatnim utworze wspomniałem że piosenka trwa aż 6 minut ale ta trwa ponad 6 a kolejna jeszcze dłużej, a mowa tu o “Wrogu Mój“, który średnio mi się spodobał, jak dla mnie zbyt przekręcone. Wielki hit Justyny “Oko za oko” również otrzymało nową wersję i znalazło się na albumie. Sam wstęp brzmi jak by to był utwór z XXIII wieku, coś czuje że tak muzyka będzie brzmieć, więc śmiało mogę stwierdzić że artystka wyprzedza innych Linia melodyczna niewiele się zmieniła, co uważam za słuszne. Piosenka sama w sobie dobrze brzmi, w tej aranżacji równie dobrze. “Na koniec świata” wydaje się być najspokojniejsze z całej części albumu. Taka ciekawostka – Na Spotify jest błąd w tytule “NA KONIEC ŚWIATACH“. Myślę że z tą piosenką Justyna nas lekko przygotowuję do przejścia do drugiej połowy albumu czyli “V“, ale mamy jeszcze “Grawitacje“, która kojarzy mi się z pierwszymi hitami Justyny. Piosenka ta również dostała cięższe brzmienie, ale bardzo przyjemne. Tutaj już mogę stwierdzić że końcówka tej części albumu jest znacząco spokojniejsza, ale nie jest pozbawione elementów wspólnych tej części. WOW! Zaskoczyła mnie część gitarowa w tym utworze, to dopiero robota i nie ma mowy o spokojniejszym brzmieniu jednak W sumie tekst o tej płycie powinien się już pomału kończyć a tu mam jeszcze do opisania drugi krążek, ten według Wikipedii – w sakralnym stylu. Na pierwszy zrzut idzie “Maria Magdalena“, która zresztą w 2020 była tematem przewodnim albumu o tym samym tytule.  Tekstem jest fragment ewangelii Marii Magdaleny. Tekst również jest początkiem części “X” który stanowi część utworu “Skłam“. Na skrzypcach gra Justyna, która jest wykształcona w tym kierunku. W “Kici Kici maj”  na skrzypcach już gra Olga Kwiatek, która też udziela się z altówką. Melodie w tej części są naprawdę piękne i pozbawione jakiegokolwiek komercyjnego brzmienia, ale o tym wiemy że Justyna nie jest wokalistką do radia. “Pomazana” to trzecia propozycja z drugiej części i kontynuuje dalszy ciąg tego brzmienia.  Autorem tekstu jest siostra Justyny – Krystyna której wyszło to naprawdę dobrze. “Sanktuarium” to według Wikipedii jedyny singel z tego albumu, ale coś mi się nie chcę wierzyć. Wyczytałem teraz na stronie że “Wrogu Mój” oraz “Tatuuj Mnie” były wraz z “Sanktuarium” singlami. Co do samej piosenki, jest ona naprawdę śliczna, stawiam ją obok “Wracam do domu“, kto nie posłuchał to musi nadrobić, koniecznie. Glos Justyny w “Sanktuarium” brzmi anielsko, a muzyka jest miodem dla uszu. “Dziewczyna Szamana” to utwór który każdy kojarzy. Wielki hit Justyny, dał jej tak naprawdę popularność. Również doczekał się nowej wersji. Muszę powiedzieć że zalatuje mi Afryką. Sama melodia przypomina wersję oryginalną, ale to dobrze, bo nie rusza się takich perełek. Tutaj muszę niestety napisać że wolę oryginał, może dlatego że bardziej go znam 🤷‍♀️ Sama wersja trwa tutaj ponad 7 minut, wow! W “Zazdroszczę Ci” bardzo podoba mi się perkusja, ale kto czyta ten wie że kocham.🤣 “Modlitwa” jest bardzo sakralne i można powiedzieć że muzyka idealnie wpasowała by się w jakieś nabożeństwo majowe czy coś 😎Tutaj muszę przyznać że piosenki są dobrane w kwestii tekstowej idealnie, nie są to przypadkowe utwory z dyskografii Justyny a dobrze przemyślany wybór. Album kończy utwór “Sekai No” składający się z wokaliz, jest on idealnym zakończeniem i podsumowaniem albumu.

O tym albumie można jak widać pisać i pisać, jest on genialny i brzmi świetnie. Wcale mnie to nie dziwi, bo Justyna jest artystką przez wielgaśne A. Robi genialną robotę od a do z. Piszę, komponuję, jej głos jest nie spotykany, jej maniera wokalna jest fenomenalna i zachwycać się można nią godzinami. Album jest dla mnie świetny i choć bardziej przypadła mi do gustu pierwsza część czyli “X” to nie oznacza wcale że nie lubię Justyny w “sakralnej” wersji, bo też brzmi zjawiskowo. Myślę sobie że ostatnio obraziłem Steczkowską porównując ją do Edyty Górniak, tego nie można robić, nie można Steczkowskiej porównywać do kogokolwiek. Wokalizy, maniera wokalna, aranżacje, wykonanie albumu: zdjęcia, forma – to wszystko zasługuje na wielką 6+. Nie ma się do czego przyczepić i nawet nie próbuje. Dowiedziałem się że wersja pierwotna albumu miała być nieco inna, ale cieszę się że ostateczne otrzymała taki efekt finalnej pracy. Musicie posłuchać tego albumu, jeżeli doceniacie dobrą muzykę.

🐥🐥🐥🐥 🐣 na pięć kaczuszek (moja skala oceniania)

A ty jak oceniasz album?
Sending
Wasza średnia głosów:
4.67 (3 głosy)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Powrót do góry