OCEANA – MY HOUSE (2012)

Dawno na moim blogu nie pojawił się nikt z poza granicy Polski, ale skończyło się promowanie naszych gwiazdek, celebrytek czy kogoś o kim nikt nie miał pojęcia, prócz mnie .😂 Przyszła pora na dobry głos. Może nie sięgnąłem za daleko, bo do Niemiec, ale od czegoś trzeba zacząć. Oceana, bo to o niej mowa, swoje 5 minut w Polsce miała i to mocne. Zaczęło się wszystko od przeboju “Cry, Cry“, który był wielkim hitem u nas. Gdy przyszło Euro 2012, przyszła pora na hymn. Polaki cebulaki wybrali “Koko, koko, euro spoko” Boże! co za wstyd, na maksa. Do teraz czuje poziom zażenowana, ale pojawiła się ona ze swoim hitem – “Endless Summer“, który na szczęściem uratował sytuacje i stał się wielkim hiciorem. Wzięła udział w “Tańcu z Gwiazdami”, co musiała przerwać z powodu bobaska w bebeszku.  Do tej pory wydala 3 albumy, ale wiem że nagrywa nowy. Starała się reprezentować Niemcy na Eurowizji, bez powodzenia. Dziś opisze dla was jej drugi krążek, który wydaje się być przyjemnym towarem, ale zobaczymy jak to wyszło w praktyce. Oto przed wami Oceana i “My House” 👏👏👏

Album rozpoczyna się tytułowym kawałkiem “My house” i już pierwsze sekundy mnie przenoszą na jakieś slamsy. Wyobrażam sobie taką upalną pogodę, pustą ulice, gdzieniegdzie Afroamerykaninie (chciałem napisać czarnoskórzy, ale jest jebana poprawność polityczna). Ogólnie kawałek miał pewnie stworzyć to co dokonał. Od razu czuć korzenie wokalistki, Taki troche funky, trochę jazzu i soulu. Gdy już weszliśmy w świat Oceany, otrzymujemy kawałek “Sunshine everday” gdzie ponosi nas reagge. Słyszę trochę “Endless Summer” i coś czuje, że na jego korzeniach byl robiony ten utwór. Nie jestem fanem takiej muzyki, ale głos wokalistki sprawia że chcę więcej i więcej. Po prostu zakochałem się ❤ Teraz wiem, że ta piosenka to jakiś brat bliźniak euro hitu, ale bardziej w stylu reagge. Kolejny kawałek “Amazing” z Maceo Parkerem. Jest to amerykański saksofonista, przyjaciel rodziny wokalistki. Właśnie on zaczarował Oceane muzyką. Ciepła kompozycja, ale wiem że jej nie zapamiętam. Nie jest to kawałek w moim typie i dla mnie, ale dźwięki saksofonu miło słyszeć. Tutaj wspomnę że wokalistka brała czynny udział w pisaniu, tworzeniu kompozycji i jest współautorem z każdej z piosenek. “Lose Control” to kolejna propozycja. Tutaj jest bardziej tanecznie, wakacyjnie, ale wiem że hitem by nie było. Ostatecznie piosenka do mnie średnio przemawia. Przed nami drugi z trzech singli z tego albumu. Piosenka “Put your gun down“, która trochę mnie przenosi do debiutanckiego albumu i hitu “Cry, Cry“. Piosenka miała według mnie fajny potencjał na wakacyjne granie w radio, ale coś poszło nie teges. Głos wokalistki znów brzmi zachęcająco i aż chcę się więcej. Do piosenki stworzono teledysk, zresztą równie przyjemny co utwór. Kawałek znam najdłużej z utworów tego albumu i od zawsze przyjemnie mi go słuchać. Polecam 😊 Następny utwór zresztą też polecam. Kolejny singiel, w sumie który był ostatni z teledyskiem. Piękna ballada “Say Sorry” pokazuje nam jeszcze inną twarz wokalistki, ona ma ich tyle co ten gościu co miał schizofrenie i 21 twarzy – to ten album jest chyba muzyczną odmianą tego fenomenu. Piosenkę znam tyle samo co poprzedni utwór. Również wracam do niego z przyjemnością, szczerze to nie mogłem się doczekać kiedy będzie następny w kolejce.

Nie zmieniasz się
Ale taki właśnie jesteś
Zawsze ten sam
Powinnam się przyzwyczaić
Mówisz, że chcesz jeszcze jedną szansę
Więc zgadzam się na spotkanie z tobą
Zawiodłeś mnie tyle razy
Jestem głupia, wierząc ci

Tekstowo jak widzimy też jest bardzo ok i nie śpiewa o pogodzie, jak to robi większość Artystów. Lubię występ live z tym utworem, bo mam wrażenie że w wersji studyjnej wokal Oceany jest nieco przyduszony, nie wyciągnięty do końca. “Sweet Violet” to fajna, taneczna a nawet dyskotekowa propozycja, która również mogła robić za singiel w okresie wakacyjnym. Tutaj głos wokalistki robi swoje i dobrze brzmi. Nie wiem czy to będzie poprawnie politycznie, gdy napiszże że słychać tutaj afrykańskie klimaty. Pan z chórków z tego kawałka też fajnie brzmi. Kolejny utwór, który fajnie się zaczyna to “Diamonds” i proszę nie mylić z tym od tej niegdyś piosenkarki, Rihianny. Piosenka rozpoczęła się powolutku, ale z każdą sekundą rozkręca się i jest to przyjemny utwór. Gdyby tak więcej mocniejszych basów dać do refrenu, a może element dubstepu, byłoby jeszcze ciekawiej. Zaciąłem się na chwile, przeniosłem w lata mojej osiemnastki, gdy usłyszałem “Endless Summer“. Ręka do góry, kto nie lubi tego kawałka? Tak myślałem że żadnej nie zobaczę. Co tu można napisać o tym kawałku? Przebojowy, taneczny, mega pozytywny! Mimo nocy, słońce zagląda przez okno 🕺 Nie rozumiem troszkę co on robi na tym albumie, bo mało pasuje, ale jak wiemy: “21 twarzy Oceany”. Coś czuje ze zostajemy w troszkę klimacie wakacyjnym i mamy “Love is dying“. Tu muszę powiedzieć, że Pan Mr. Vegas trochę mnie drażni. Zwrotka z nim już trochę lepiej brzmi, ale przerywki z nim są zbędne. Myślałem, że piosenka będzie taka wakacyjna, ale refren nie porwał, ale też nie odrzucił. Ostatecznie jest ok😊 “Better days” to kolejna taneczna propozycja, która dobrze poradziłaby sobie na parkiecie. Więcej nie mam w sumie co powiedzieć o tym kawałku, jest dobrze. “Hopes & Sins” to już inna bajka, powracamy trochę do soulu. Drażni mnie trochę nałożony efekt na głos, bo myślałem że Spotify mi świruje, nawet zmieniłem na odtwarzacz CD i okazało się że to taka piosenka. Finalnie piosenka mnie lekko przekonała do siebie, dzięki refrenowi szczerze mówiąc. “Some people” to kolejna ballada, która zaczyna się a capellą. Brzmi trochę jak utwór z afroamerykańskiego kościoła 😁. Mam nadzieje, że wiecie o co mi chodzi. Piosenka rozkręca się do refrenu, by znów wrócić na spokojny tor. “Don’t wakj away” wraca trochę do środka albumu. Swoim brzmieniem przypomina chociażby “Put your gun down” więc jest to przyjemny kawałek. Idealnie by się wpasował w programówkę jakieś stacji, może TVN. Ostatni kawałek “A rockin’ good way” jest to ukłon do jazzu, soulu i ciemnych klimatów Oceany. Trochę przypomina mi o istnieniu muzyki Amy Winehouse. Ukrytym kawałkiem, który nie występuje na traciliście to nic innego jak wersja reagge “Endleess Summer“, który w tej wersji brzmi równie dobrze.

Album “My House” to blisko godziny muzyki, różnorodnej. Wydaje mi się, że Artystka chciała nam tyle przekazać tym albumem ale nie wiedziała w jaką stronę iść. Z jednej mamy taneczne, popowe a momentami dyskotekowe utwory, takie jak: “Endless Summer“, “Sweet Violet” a z drugiej strony mamy soulowe, funkowe utwory: “Amazing“, “A rockin’ good Way“.  Nie wiem jak ocenić całość albumu. Lubię Oceane w każdej wersji, ale myślę że to połączenie jest nie spójne i trochę na siłę. Koniec końców polecam ten album, ze względu na naprawdę dobre utwory. Człowiek mimo wszystko się nie nudzi i nie męczy. Sam głos wokalistki robi straszną robotę, bo jest naprawdę dobry. Może brakuje wokaliz czy ballad, ale “Say Sorry” nam to wynagradza.

🐥🐥🐥🐣 na pięć kaczuszek (moja skala oceniania)

Jak oceniasz album "My House" ?
Sending
User Review
4 (1 vote)

5 myśli w temacie “OCEANA – MY HOUSE (2012)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Powrót do góry